
wtorek, 31 maja 2011
Po operacji...
Wreszcie zobaczyliśmy naszą kochaną córeczkę. Serce się kroiło patrząc na nią przypiętą do różnych aparatur podtrzymujących życie. Widok straszny, wszędzie wenflony i kroplówki, odgłos maszyn. Cały czas siedziała przy niej pani anesteziolog i obserwowała na usg, jak bije serce. Poinformowała nas, że Sandrusia musi mieć podawany tlen, specjalna aparatura dotlenia jej krew bo jest bardzo słaba. Teraz decydujące jest 48 godzin po operacji, bo jeszcze mogą pojawić się powikłania. O 16 jesteśmy umówieni z lekarzem, który ją operował...
Francja - dzień operacji...
sobota, 28 maja 2011
Francja - kolejny dzień...
czwartek, 26 maja 2011
Francja - dzień pierwszy...
wtorek, 24 maja 2011
Moi drodzy chciałam wszystkich poinformować, że wyjeżdżamy jutro do Francji ,dostaliśmy telefon, że mamy być w czwartek na miejscu.Wstępnie operacja jest planowana na 31 maja,ale musimy przyjechać wcześniej z powodu wykonania różnych badań. Lekarze nie są w stanie oszacować kwoty całego leczenia, ponieważ wszystko uzależnione jest od przebiegu operacji, czasu hospitalizacji i rehabilitacji .Lekarze podali numer konta, na które mamy wpłacić kaucję 50 tys. euro na rozpoczęcie leczenia Dzięki Waszej pomocy udało nam się uzbierać 55 tysięcy złotych , pozostałą część dała rodzina, dzięki temu mamy na pierwszą wpłatę.Ale wkrótce będą potrzebne pieniądze na kolejne wpłaty.Prosimy z całego serca o dalszą pomoc, pomóżcie nam wygrać walkę z tą straszną chorobą.Wierzę, że dzięki Waszej pomocy uda nam się uratować Sandrusię!!!.
niedziela, 22 maja 2011
Nie poddamy się!!!
piątek, 20 maja 2011
PODZIĘKOWANIA
Wejście centralne
czwartek, 19 maja 2011
Szpitalna rodzina...
Gdy trafiłam pierwszego dnia na neurochirurgię, rodzice chorych dzieci przyjęli mnie bardzo serdecznie. W trakcie rozmów uświadamiali mnie, jak bardzo ich dzieci są chore. Wciąż powtarzali, że jesteśmy jedną wielką rodziną, a ja ze łzami w oczach odpowiadałam, że nie chcę należeć do tej rodziny. Dopóki nie poznałam wyniku badania histopatologicznego, izolowałam się od rodziców chorych dzieci, miałam nadzieję, że nasza historia potoczy się inaczej i wkrótce wrócimy do domu. W dniu, kiedy poznałam diagnozę, wszyscy rodzice pocieszali mnie, mówili, że muszę wierzyć, że będzie dobrze. Jedna z matek, nic nie mówiąc, chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do sali, w której leżało jej dziecko. Powiedziała: "to jest mój 11 miesięczny synek, ma 10 guzów w główce... Lekarze nie dają mu żadnych szans, a ja wierzę, że będzie dobrze". Po dwóch tygodniach spotkałyśmy się ponownie i przekazała mi , że jej synek już nie cierpi, jest z Aniołami. Mówiła: "pamiętaj, ty musisz walczyć do końca". W szpitalu poznałam prawdziwych przyjaciół, cierpienie naszych dzieci bardzo nas zbliżyło, do dziś jesteśmy w stałym kontakcie. W ciężkich chwilach wspieramy się wzajemnie.
wtorek, 17 maja 2011
Chorzy
Pamiętam pierwszy raz, kiedy trafiłyśmy na neurochirurgię, doznałam szoku. Zobaczyłam dzieci z przeróżnymi schorzeniami (wodogłowie, porażenia mózgowe, dzieci z zespołem Downa, w śpiączkach itp.). Zaprzyjaźniłam się z rodzicami, są to wspaniali ludzie. Mimo tego, że ich dzieci są ciężko chore, oni są pełni optymizmu, można się wiele od nich nauczyć. Sandrusia lubi się bawić z innymi chorymi dziećmi, bo nie wyśmiewają się z niej, nie pytają gdzie ma włoski, czemu kuleje.... Zdrowe dzieci są bezpośrednie i często nieświadome tego, że sprawiają przykrość drugiej osobie. Nie patrzmy z góry na chorych, nie izolujmy ich od siebie. Nie ważne jak wyglądają , na co chorują, ważne że czują tak, jak my !!!
Lekarze i pielęgniarki
Sandrusia 10 dni leżała na Intensywnej Terapii w śpiączce farmakologicznej, gdy przewieźli ją na neurochirurgię, zauważyłam dużo krwi wyschniętej w tyle głowy, zapytałam pielęgniarkę co to jest?odpowiedziała że to jest odleżyna, wezwała lekarza, który stwierdził zaawansowaną odleżynę, była już cała czarna, doszło do martwicy skóry. Konieczne było jej usunięcie na bloku operacyjnym. Zaniedbanie pielęgniarek z Intensywnej Terapii przysporzyło mojej córce kolejnych cierpień. Ta sytuacja nie powinna się w ogóle zdarzyć...
poniedziałek, 16 maja 2011
Kolejna Diagnoza
Dzisiaj czekaliśmy na telefon z Paryża w sprawie badania histopatologicznego guza Sandrusi. Wcześniej badanie było wykonywane w Krakowie - Prokocimiu, wynik był taki, że to guz medulloblastoma. Kolejne badanie było przeprowadzone w Warszawie, w Centrum Zdrowia Dziecka, wynik - to guz oponiak z komponentem rabroidalnym. Dzisiejszy telefon ściął mnie z nóg, wynik - to jeszcze inny guz - AT/RT - bardzo rzadki nowotwór. Zastanawiam się, czy mi się to śni, to nie do wiary, żeby wynikiem były trzy różne diagnozy. Ta sprawa jest do wyjaśnienia, jakie Sandrusia przeszła leczenie , czy takie powinna , czy może całkiem inne, ale tego się dowiemy już w Paryżu na miejscu.W środę mamy się dowiedzieć wstępnie, jaki jest możliwy termin operacji i jaka kwota jest potrzebna, żeby ją przeprowadzić.
Atypowy nowotwór teratoidny (rabdoidny)
Historia.
AT/RT ośrodkowego układu nerwowego został opisany w 1987 przez Rorke i jej współpracowników z Children’s Hospital of Philadelphia. Początkowo guz ten był określany jako atypical teratoid rhaboid tumor albo malignant rhabdoid tumor (MRT) ośrodkowego układu nerwowego (CNS). Między 1978 a 1987, AT/RT był najprawdopodobniej błędnie rozpoznawany jako guz rabdoidalny. Przed 1978, zanim guz rabdoidalny został opisany, AT/RT był z kolei zapewne rozpoznawany jako rdzeniak. W klasyfikacji WHO guzów ośrodkowego układu nerwowego został uwzględniony w 3. edycji z 2000 roku.
niedziela, 15 maja 2011
PIERWSZA CHEMIA...
Siedziałyśmy z Sandrusią w szpitalnej świetlicy, gdy zawołała nas do zabiegówki pielęgniarka, na podpięcie pierwszej chemii. Po podpięciu wróciłyśmy na świetlicę, Sandrusia dalej układała puzzle. Cały czas ją obserwowałam i byłam przerażona, jak jej twarz, z minuty na minutę, zmieniała się. Raz była czerwona, za chwilę biała jak ściana, nagle jej oczy stały się podkrążone. Na jej twarzy było widać, że chemia zaczyna działać. Po około dwudziestu minutach zaczęła płakać, mówiła: "mamusiu, źle się czuję", zdążyłam ją donieść do łóżeczka, pojawiły się wymioty z biegunką. Chemia i płukanki (kroplówki) odbywały się przez pięć dni na okrągło. Sandrusia przez kilkanaście dni nie wstawała z łóżka, była słaba, wszystko ją bolało.W trzy dni wypadły jej włosy. Było widać jak chudnie w oczach. Po kilkunastu dniach postawiłam ją na nogi, nie umiała chodzić, chemia osłabiła mięśnie.Dopiero po interwencji rehabilitantki powoli zaczęła stawiać kroki. Po pierwszej chemii byłam zrozpaczona, zastanawiałam się, jak ona przejdzie następne, ile jeszcze przed nią cierpienia, a ja muszę na to patrzeć i nic nie mogę zrobić, żeby jej ulżyć. Dotychczas przyjęła około 50 chemii....
sobota, 14 maja 2011
WAŻNE DECYZJE...
Przy tak ciężkiej chorobie rodzice muszą podpisać dokumenty, że zgadzają się na operację, przetoczenie krwi, chemioterapię i radioterapię. Nigdy nie zapomnę, jak podpisywałam dokumenty na chemioterapię. Papiery, które wypełniałam, były całe mokre od moich łez, miałam wrażenie że podpisuję wyrok na swoje dziecko. Bo, tak naprawdę, chemia jest w jakiś sposób trucizną, która ma zabić komórki nowotworowe, ale w tym wszystkim najgorsze jest to, że zdrowe też zabija. Po przeczytaniu informacji o skutkach ubocznych po chemioterapii (jest ich cała lista) byłam przerażona. Lekarz uświadomił mnie, że skutki leczenia będą widoczne latami, a ja nie mam wyboru, bo dziecko nie przeżyje bez leczenia. Wniosek mój jest taki, że ważne decyzje musimy podejmować, ale tak na prawdę nie mamy wyboru, bo musimy się zgodzić na leczenie, aby ratować dziecko, chodź wiemy, że będzie cierpiało...
piątek, 13 maja 2011
DRUGI DOM
SEN
Mój sen polega na czuwaniu, jak na warcie strażnika. Gdy Sandrusia coś powie przez sen, ja się od razu zrywam , bo boję się, że coś się dzieje. Jak śpi za cicho, słucham ,czy oddycha, muszę zdążyć podstawić miseczkę jak wymiotuje, jak płacze to lulam ją na rękach, wtedy się uspokaja. Kiedy dostaje kroplówki i chemię na zmianę, w nocy co chwilę wstaje zrobić siku. Przez długi okres nie spałam do 2 w nocy, zawsze jak się coś działo to było około 2.00, bałam się zasnąć, dopiero jak mijała druga, to się uspakajałam. Po operacji 2009r miała atak padaczki i lęki, krzyczała, potrafiła godzinę krzyczeć: "mamusiu gdzie jesteś", a ja byłam obok, nie widziała mnie, płakałam razem z nią. To był straszny okres, tego się nie da opisać...
ŻYCIE NA WALIZKACH...
CHWILA
środa, 11 maja 2011
WSPOMNIENIA
WIARA
Wierzę, że z waszą pomocą i pomocą Boga uda nam się pokonać tą straszną chorobę. "WIARA CZYNI CUDA".
Bez wiary nie zaszlibyśmy tak daleko. Sandrusia cytuje lekarza - "już była jedną nogą na tamtym świecie, ale sie wróciła". Jeżeli wtedy Bóg jej nie zabrał, to znaczy, że ma jeszcze jakąś misję do spełnienia. Tak sobie to tłumaczę, żeby nie zwariować.
Z DNIA NA DZIEŃ............
NADZIEJA
wtorek, 10 maja 2011
SMUTNA RZECZYWISTOŚĆ
Chciałabym poruszyć kilka ważnych problemów związanych ze służbą zdrowia. Lekarze pierwszego kontaktu często bagatelizują pierwsze objawy choroby co opóźnia postawienie właściwej diagnozy, a w konsekwencji zmniejsza szanse wyleczenia. Tak było w przypadku mojej córki, np:poranne wymioty są jednym z objawów guza mózgu natomiast lekarze tłumaczyli, że to grypa żołądkowo - jelitowa. Pediatrzy nie przechodzą żadnych szkoleń w kierunku wczesnego wykrywania nowotworów, dlatego dzieci trafiają na oddział onkologiczny na etapie już zaawansowanej choroby. W naszym przypadku dopiero po około dwóch miesiącach chodzenia od lekarza do lekarza została postawiona diagnoza, w momencie gdy guz uciskał najważniejsze ośrodki w mózgu odpowiadające za oddychanie i krążenie. U Sandrusi wystąpiły bezdechy i tak trafiła na Oddział Intensywnej Terapii. I tak zaczął się początek walki o jej życie...
Nasza historia...
Mam na imię Agata, jestem mamą Sandry, oto nasza historia...
Gdy Sandrusia skończyła 4 lata, zauważyłam zmianę w jej zachowaniu. Z żywiołowej dziewczynki stała się apatyczna, spokojna, nie bawiła się już tak, jak kiedyś.
Gdy Sandrusia skończyła 4 lata, zauważyłam zmianę w jej zachowaniu. Z żywiołowej dziewczynki stała się apatyczna, spokojna, nie bawiła się już tak, jak kiedyś.
Później pojawiły się wymioty i budzenie się w nocy z płaczem. Lekarz pediatra po zbadaniu stwierdził grypę żołądkową. Po dwóch tygodniach bez zmian, pediatra wystawił skierowanie do szpitala w Chrzanowie. Tam zrobili podstawowe badania, wszystkie wyniki były w normie. Mimo tego, Sandrusia z dnia na dzień coraz gorzej wyglądała, nie utrzymywała moczu, gorączkowała. Wtedy postanowiłam wypisać ją ze szpitala na własne żądanie. Pojechaliśmy na prywatną wizytę do Krakowa. Po wysłuchaniu jakie Sandrusia ma objawy pani doktor bardzo się zaniepokoiła. Następnego dnia przyjęła nas na oddział w Krakowie na ul.Strzeleckiej. Rano Sandrusia czuła się dobrze ,wieczorem było znacznie gorzej. Karetka przewiozła ją do szpitala w Prokocimiu. Badania tomografem wykazały dużego guza (70x65x80mm). Sandrusia trafiła na oddział intensywnej terapii. Lekarze orzekli, że konieczna jest operacja. Odbyła się w listopadzie 2009 roku. Po operacji Sandrusia była 10 dni w śpiączce farmakologicznej. Po wybudzeniu okazało się, że ma sparaliżowaną lewą stronę ciała. Mimo tego, lekarz powiedział, że "to cud, że Sandrusia żyje, bo już była jedną nogą na tamtym świecie”. Guz nie został całkowicie usunięty. Badanie histopatologiczne wykazało, że to nowotwór złośliwy – medulloblastoma.
Sandrusia rozpoczęła rehabilitację, konieczna była chemioterapia. Paraliż powoli ustępował, ale do dziś Sandrusia kuleje na nóżkę, ma opadającą stopę i szpotawienie końskie. Lewa strona ciała jest słabsza od prawej.
W czerwcu 2010r Sandrusia przeszła radioterapię - 33 naświetlania głowy i kręgosłupa. Następnie 7 bloków chemioterapii i chemię uzupełniającą. Guz zmniejszał się bardzo powoli, pozostałość to 14x10x10mm. Przez ten okres 19 miesięcy byliśmy u różnych specjalistów i wszyscy twierdzili że są małe szanse na to, że wyzdrowieje, ale my nie możemy się poddać, wierzymy, że są szanse na to, żeby żyła.
W kwietniu tego roku, po uzbieraniu odpowiedniej kwoty, postanowiliśmy poprosić o pomoc w klinice w Paryżu. Lekarz, z którym się konsultowaliśmy, zauważył niejasności w wynikach badań histopatologicznych. Postanowił powtórzyć badania. Wynik był dla nas szokiem - u Sandrusi zdiagnozowano guza oponiaka z komponentem rabroidalnym złośliwym. Ten nowotwór występuje tylko u 1,5 % chorych dzieci. Lekarze nie mają doświadczenia w leczeniu tego rodzaju nowotworu ze względu na jego rzadkie występowanie. Co gorsza, ostatni rezonans wykazał, że guz zaczyna rosnąć (to znaczy, że chemia już nie działa). Zostaliśmy poinformowani, że operacja w Polsce nie jest możliwa, polscy neurochirurdzy twierdzą, że operacja „może przynieść więcej złego niż dobrego”. Mimo tego, po uzbieraniu pieniędzy umówiliśmy się na drugą konsultację w Paryżu, tym razem zabraliśmy Sandrusię. Lekarz J.Girll po obejrzeniu dokumentacji i zbadaniu córki stwierdził, że są w stanie nam pomóc !!! Konieczna jest kosztowna operacja. Jest to kwota dla nas nieosiągalna. Zwracamy się zatem z gorącą prośbą o pomoc dla naszej kochanej córeczki. Wciąż mamy nadzieję...
Subskrybuj:
Posty (Atom)