poniedziałek, 16 lipca 2012
niedziela, 8 lipca 2012
Tęsknota...
Sandrusiu tak strasznie tęsknie za Tobą, jak dalej żyć bez ciebie ??? Mój koszmar, kolejny, dopiero się zaczyna, z dnia na dzień tęsknota jest coraz większa. Jutro jadę z mężem do hospicjum ALMA-SPEI na grupę wsparcia dla rodziców, którzy stracili dziecko. Myślę, że jest nam potrzebna pomoc psychologa. Agnieszka z hospicjum przyjechała nas odwiedzić i przy okazji zabrać sprzęt i resztę rzeczy: leki, opatrunki, pampersy i wiele innych, nam już nie są potrzebne, a innym dzieciom się przydadzą. Przez długi czas nie sprzątałam pokoju, w którym leżała Sandrusia, leki i wszystko inne zostało na swoim miejscu. Ale gdy Agnieszka zadzwoniła, że przyjedzie, musiałam się zmobilizować i spakować rzeczy do pudeł. Pakowałam i płakałam, że już wszystko znika, bo nawet leki mi ją przypominały. Myślałam, jak wszystko jej podawałam, w jej biednych żyłach to już nie krew płynęła tylko leki, tak było ich dużo przez całe leczenie. Agnieszka długo u nas siedziała, rozmawiałyśmy, mówiła, żebym się nie zamykała w domu, muszę wychodzić do ludzi, przełamywać swoje lęki. Hospicjum opiekuje się również rodziną po stracie dziecka, dlatego też zaproponowała nam tą grupę wsparcia. Nie modlę się do Boga, bo w nic już nie wierzę. Kiedy jest mi bardzo źle, to mówię do Sandrusi i ona mi pomaga. Gdy poszłam do spowiedzi przed pogrzebem, to powiedziałam księdzu co myślę, że w nic już nie wierzę, moje dziecko przeszło piekło na ziemi. Powiedziałam, że spowiadam się tylko dla Sandrusi, bo tak trzeba, ale ja nie czuję potrzeby wyspowiadania, bo nie mam grzechów takich, żebym zasłużyła na to, co mnie spotkało. Ksiądz odpowiedział: "dziecko, musisz w coś wierzyć bo z głupiejesz". Musiałam powiedzieć to, co myślę. Cały czas sobie tłumaczę, że ona już nie cierpi, ale zaraz nachodzą mnie myśli, że nie powinna w ogóle zachorować, tylko cieszyć się dzieciństwem, jak inne dzieci.Znajomi dzwonią, piszą esemesy, chcą się spotkać, ale ja nie mam ochoty, większość z nich ma dzieci w wieku Sandrusi. Nie mogę patrzeć na inne dzieci, bo nie mogę powstrzymać łez. Gdy pomyślę, że dzieci znajomych od września pójdą do pierwszej klasy, a moja Sandrusi nie, mam ochotę krzyczeć. Boże, dlaczego mi to zrobiłeś, za co muszę dźwigać ten krzyż ? Gdy wychodzę z domu, obserwuję ludzi, myślę sobie, że życie dla wszystkich toczy się dalej, a mojej Sandrusi już nie ma i moje życie stanęło w miejscu, nie widzę żadnego sensu. Dzisiaj rozmawiałam z Patrykiem, jest bardzo zadowolony (jest na obozie), cieszę się, że on trochę odpocznie od tego wszystkiego, co ostatnio się działo. Jest zadowolony, bo ciągle zajmuje pierwsze miejsca w zawodach sportowych. Powiedział, że w dzień, w który wróci z obozu, nawet gdyby już było bardzo późno, on chce iść do Sandrusi zapalić świeczkę, odpowiedziałam, że pewnie, że pójdziemy.
środa, 4 lipca 2012
Moja cudowna córeczka...
Przez przypadek dowiedziałam się o filmiku Sandrusi. Próbowałam go obejrzeć dwa raz i nie dałam rady, serce mi pęka, a łzy leją się strumieniem. Filmik jest piękny, ale wspomnienia tak strasznie bolą. Była tak ciężko chora, a potrafiła cieszyć się życiem, widać po zdjęciach, wiecznie uśmiechnięta. Dała nam tyle szczęścia przez siedem lat, była wspaniałym dzieckiem. Robiłam wszystko, żeby ją uszczęśliwić, jestem z siebie zadowolona, starałam się jak mogłam. Dzięki niej stałam się silniejsza, nauczyła mnie przełamywać swoje lęki, kiedyś np. bałam się zastrzyków, nie pomyślałabym, że kiedyś będę je sama robiła. Przeszłam taką szkołę życia, że szkoda słów. Pielęgniarki z hospicjum śmiały się, że jestem tak obeznana i wyszkolona, że niejedna pielęgniarka mogłaby się ode mnie uczyć. Wiedziałam, że Sandrusia woli, jak ja wszystko przy niej robię. Mówiła np. przy zmianie opatrunku przy wejściu centralnym: "mamusiu ty jak to robisz, mniej boli". Chciałam ją za wszelką cenę uratować, życie bym za nią oddała. Przyszedł moment, że już nic nie mogłam zrobić, bezsilność była straszna. Opisuję tylko małą cząstkę tego, co przeżyłam i widziałam. Nigdy się nie pogodzę z tym, że musiała odejść i cierpieć dwa lata i siedem miesięcy. Przeszła dwie operacje główki (trepanacje czaszki), 33 naświetlania (radioterapia) główki, 60 chemi, była około 50 razy pod narkozą (usypiana), podano jej masę leków, kroplówek, przetaczania krwi, płytek, zabiegi, przeprowadzano przeróżne badania. Mogłabym pisać i pisać ile to moje biedne dziecko przeszło męczarni. Bloga zaczęłam pisać po półtorarocznej chorobie, wcześniej na pewno nie byłabym w stanie pisać, z biegiem czasu uczyłam się żyć z chorobą. Robiłam wszystko, żeby Sandrusia miała w miarę możliwości normalne dzieciństwo. Jak sobie przypomnę niektóre sytuacje, jak cierpiała, to z jednej strony cieszę się, że jej i mój koszmar się skończył, a ja nie muszę patrzeć na to cierpienie. Nie ma nic gorszego jak patrzeć na własne dziecko jak cierpi i nie móc nic zrobić. Nieraz sama się zastanawiam, jak ja to wszystko przeżyłam i nie zgłupiałam. Do końca życia będę powtarzała na cmentarzu i nie tylko: "Sandrusiu, kocham Cię nad życie. Jestem z Ciebie dumna, że byłaś dzielna do końca". Staram się nie płakać dla Ciebie, ale jeszcze nie daję rady, nie mogę opanować łez.
Ku Pamięci Aniołków
Dostałam filmik o dzieciach chorych na nowotwór, które odeszły. Sandrusia także jest na tym filmiku.
wtorek, 3 lipca 2012
Dwa tygodnie bez Sandrusi
Dzisiaj dokupiłam ramki na zdjęcia, chce ją mieć wszędzie. Gdy rano się budzę, zawsze się uśmiecham do jej zdjęć, całuję je, a zaraz płaczę, bo dociera do mnie, że jej już nigdy nie zobaczę.Wiem, że jakby dorosła, byłabym z niej dumna, ona na pewno byłaby dobrym człowiekiem. Wspominamy z mężem i rodziną córeczkę, śmiejemy się i płaczemy, ona była tak bardzo kochanym dzieckiem, wszyscy ją uwielbiali. Tak strasznie nam Ciebie Sandrusiu brakuje, kochamy Cię nad życie wszyscy. Znalazłam napis na serce, które będzie na nagrobku Sandrusi: 'TAK KRÓTKO ŻYŁAM, A TAK ŻYĆ CHCIAŁAM, BÓG TAK CHCIAŁ, ODEJŚĆ MUSIAŁAM". To zdanie idealnie pasuje do Sandrusi.
czwartek, 28 czerwca 2012
Patryk
Ja nie uważam siebie za idealną mamę,po prostu robię to co powinna matka robić dla dzieci.Poświęciłam się całkowicie Sandrusi,bo ona mnie bardziej potrzebowała,nieraz rozmawiałam na ten temat z Patrykiem w czasie choroby,żeby nie czuł się zaniedbany,bo nie jestem w stanie się rozdwoić,on zawsze mi powtarzał mamo rozumiem.Patryk zawsze był nadpobudliwym,roztrzepanym dzieckiem,ale zaskoczył mnie swoim zachowaniem nie raz w ciężkich sytuacjach,bardzo pozytywnie.Myślę,że on też dorósł przez chorobę Sandrusi.Na bieżąco uświadamiałam go o stanie zdrowia siostry,żeby go w pewien sposób przygotować.Gdy trzymałam martwą Sandrusie na rękach i strasznie płakałam ,on usiadł obok zapłakany,pocałował siostrzyczkę i powiedział "mamo,ona już nie cierpi, to tylko ciało,Sandrusia patrzy na nas z góry, jest już aniołkiem i zawsze będzie z nami.Byłam zaskoczona,jak on dorośle mówi.Tak samo było w dzień pogrzebu,zamiast ja go pocieszać,to on mnie pocieszał.Rozmawiam dużo z Patrykiem on ciągle mi powtarza,że Sandrusie już nic nie boli,ona by nie chciała żebym płakała.Patryk miał jechać na dwa tygodnie na obóz karate nad morze,ale zdecydowaliśmy z mężem,że nie pojedzie bo z Sandrusią było źle i on powinien być przy siostrze.Wyjazd na obóz jest w sobotę,zapytałam Patryka czy by chciał jechać, odpowiedział,że bardzo,mąż zadzwonił i znalazło się jeszcze miejsce dla niego.Dobrze,że pojedzie, odpocznie, a ja będę miała trochę czasu, żeby się ogarnąć.Nie da się z dnia na dzień przejść do normalnego życia po stracie dziecka.Ja nie zapominam o Patryku,mężu,ale swoje muszę wycierpieć i wypłakać.Matka zawsze najgorzej przeżywa stratę dziecka i nikt tego nie zrozumie,tylko matka, która straciła dziecko.Dzisiaj zadzwoniła do mnie pani Agnieszka z Hospicjum,mówiła,że się stęskniła za mną i bardzo chce mnie odwiedzić z Kasią rehabilitantką,nie chcą zrywać ze mną kontaktu.Powiedziałam,że zawsze mogą przyjechać kiedy tylko chcą,jestem im ogromnie wdzięczna za serce które miały dla mojej córeczki.
wtorek, 26 czerwca 2012
Pożegnanie...
Moja śliczna Sandrusia, kiedy była malutka :)
Sobota była jednym z najgorszych dni w moim życiu. Od śmierci Sandrusi nie mogę spać, muszę wziąć tabletkę, żeby zasnąć. W sobotę, gdy tylko otworzyłam oczy, zaczęłam płakać, zresztą nie ma dnia, żebym nie płakała. O 7:00 rano dostałam telefon z zakładu pogrzebowego, że możemy przyjechać wcześniej, żeby pożegnać Sandrusię, bo trumna zostanie otwarta. Wcześniej właściciel zakładu pogrzebowego poinformował nas, że ciało Sandrusi będzie w chłodni pięć dni, a to jest bardzo długo i nie wiadomo, czy w sobotę otworzą trumnę. Powiedziałam, że choćby nie wiem jak wyglądała, to muszę ją zobaczyć. Od wtorku miałam ją cały czas przed oczami, nieżywą. Gdy w sobotę rano dostałam telefon z jednej strony się cieszyłam, ale z drugiej bardzo bałam. Nie chciałam zażywać żadnych leków uspakajających, ale po namowie mojej mamy doszłam do wniosku, że nie przeżyję pogrzebu bez leków, serce mi pęknie. Kiedy zobaczyłam Sandrusię, jak pięknie wygląda, od razu skojarzyła mi się z porcelanową laleczką. Gdy ją dotknęłam, przeraził mnie chłód jej ciała, od razu przypomniał mi się koszmarny wtorek, kiedy na moich rękach jej ciało robiło się coraz zimniejsze. Cieszę się, że mogłam ją zobaczyć ostatni raz, pocałować, przytulić, dotknąć. Nawet wymalowałam jej różowym błyszczykiem usteczka, tak pięknie wyglądała, ona zawsze lubiła usta malować, podkradała mi błyszczyki. Chciałabym też wszystkim z całego serca podziękować za przybycie na pogrzeb Sandrusi. Podobno było strasznie dużo ludzi, nie rozglądałam się, byłam w takiej rozpaczy, że nikogo nie widziałam. Jest to dla mnie bardzo wzruszające, że tak wiele ludzi przyszło pożegnać moją kochaną córeczkę. Jest mi tak cholernie ciężko żyć z dnia na dzień, jest coraz gorzej, tęsknota jest ogromna. Mam huśtawki nastrojów, raz krzyczę, raz się śmieję, to znowu płaczę. Jeszcze nie zmieniłam pościeli, nadal czuję jej zapach, nie pozwalam nikomu kłaść się na jej łóżko. W sypialni, w której odeszła, gdzie nie spojrzę jest jej zdjęcie, na każdym jest uśmiechnięta. Nie mogę sobie znaleźć miejsca, moje życie do tej pory było podporządkowane 24 godziny na dobę Sandrusi, a teraz została wielka pustka. Kupiłam dużo ramek na zdjęcia, u dziadków i u siebie porozwieszałam na ścianach zdjęcia Sandrusi. Szukam sobie zajęć, żeby nie oszaleć, jeżdżę na cmentarze, oglądam nagrobki, szukam kamieniarzy, rzeźbiarzy. Sandrusia była wyjątkowa i nagrobek też musi mieć wyjątkowy. Widzę po ilości zniczy, jak wiele ludzi odwiedza Sandrusię, wyrzucam te wypalone. Sandrusia poruszyła tak wiele serc, że ludzie przyjeżdżają z różnych miejscowości, żeby zapalić dla niej światełko. W jej imieniu dziękuję...
czwartek, 21 czerwca 2012
Olśnienie
Dzisiaj segregując zdjęcia Sandrusi dotarło do mnie, jaka ona była wykończona chorobą. Będąc z nią na codzień, przyzwyczaiłam się do jej lepszego i gorszego wyglądu. Dzisiaj, oglądając zdjęcia ze szpitala, jak była już sparaliżowana, zobaczyłam wrak człowieka, oglądałam i płakałam, patrzyłam, co choroba z nią zrobiła. Nowotwór niszczył po kolei każdą część jej ciała. Wreszcie jej koszmar się skończył. Cieszę się, że byłam przy niej, kiedy odchodziła na moich rękach. Cały czas sobie tłumaczę, że już nie cierpi, ale jest mi ciężko. Dzisiaj pojechałam na cmentarz zobaczyć kolejny raz miejsce, w którym będzie pochowana. Płakałam idąc przez cmentarz, nie mogłam opanować łez, nogi miałam tak ciężkie, że wydawało się, że odmawiają mi posłuszeństwa, żebym nie szła dalej. Usiadłam na ławeczce i prosiłam Sandrusię, żeby pomogła mi przez to wszystko przejść, że chyba zapłaczę się na śmierć. Mówiłam: "Sandrusiu, kochanie gdzie jesteś?, pomóż mi, bo nie daję sobie rady bez Ciebie." Po chwili przypomniałam sobie jak cierpiała, że na pewno na mnie patrzy, byłaby smutna, widząc mnie w takim stanie. Obeszłam cały cmentarz i już ani jedna łza mi nie popłynęła po policzku. Myślę, że ona mnie olśniła i dała siłę. Wiem, że będzie ciężko, nie da się w ogóle nie płakać, ale postaram się Sandrusiu dla Ciebie być silna, Ty lubiłaś, jak się uśmiechałam.Wszystko bym dała, żebyśmy się wygłupiały i śmiały jak dawniej. Pomóż mi Sandrusiu przeżyć w sobotę pożegnanie z Tobą, wiem, że czuwasz nade mną. Kocham Cię, Aniołku mój.
środa, 20 czerwca 2012
Serce pęka,tęsknota wielka...
Sandrusiu tak strasznie tęsknie, dopiero minął jeden dzień, a ja nie potrafię bez ciebie żyć, ciągle płaczę.Dziękuje Ci za to,że byłaś najwspanialszą córeczką na świecie i zawsze będziesz.Sandrusiu tak strasznie Cię kocham , serce z rozpaczy mi pęka.Pocieszam się tym,że wreszcie nie cierpisz. Nigdy się nie pogodzę z Twoim odejściem.Byłaś, jesteś i będziesz najcudowniejszym dzieckiem na świecie.Miałam szczęście mieć taką dzielną córeczkę,jesteś,bohaterką,udowodniłaś to nie raz.Nigdy nie zrozumiem, dlaczego tak musiało być.Ostatnie dwa dni, tak dobrze się czułaś, że nawet pani doktor była zdziwiona. Rano wstałam o piątej, szykowałam Sandrusi leki, myłam ją, przebierałam, ciągle jej coś opowiadałam, śmiałam się, a ona takie fajne minki robiła i też się uśmiechała .Jak ją całowałam to mówiłam, że chyba ją zjem, bo taka kochaniutka jest. Miała takie luźne rączki i nóżki, obiecałam, że pomaluję jej paznokcie, bo nie ściskała piąstek. Po 12:00 zauważyłam, że robi przerwy dłuższe w oddychaniu, bardzo się przestraszyłam, ale nie przypuszczałam, że najgorsze się zbliża. Z minuty na minutę coraz ciężej oddychała. Trzymałam ją cały czas na rękach, przytulając, całowałam i delikatnie lulałam. Nie mówiłam do niej "nie zostawiaj mnie,nie opuszczaj". Czytałam książki o tym, jak dzieci odchodzą i wiedziałam,że muszę jej pozwolić odejść.Strasznie płakałam i mówiłam w kółko, że ją kocham nad życie i zawsze będziemy razem, że będzie moim kochanym Aniołkiem.Patrzyła mi prosto w oczy i dwa razy zrobiła delikatny uśmiech .Odchodziła bez cierpienia, w spokoju, wśród bliskich a najważniejsze, że mamusia ją cały czas tuliła. Gdy przestawała oddychać ,mówiłam "Sandrusiu" i ona wtedy brała z wielkim trudem oddech, wyglądało to jakby chciała dla mnie żyć.O 13:30 Sandrusia przestała oddychać.To był tak straszny cios, że myślałam, że umrę razem z nią. Pielęgniarki ubrały ją w piękną sukienkę i kapelusik. O 18:00 przyjechała osoba z zakładu pogrzebowego zabrać Sandrusię, płakałam, zaczęłam ją przytulać, całować, mówić, że jej nie oddam.Mama dała mi tabletkę i zasnęłam. Na drugi dzień obudziłam się o piątej rano, tak jak zawsze, kiedy podawałam leki Sandrusi, gdy spojrzałam na poduszkę, przypomniałam sobie, że jej już nie ma ,tak strasznie płakałam.Rodzina chciała załatwić wszystkie formalności związane z pogrzebem,ale ja postanowiłam,że muszę przy wszystkim być osobiście.Sandrusia musi mieć wszystko, co najlepsze.Wylałam morze łez tego dnia, podpisując różne papiery.Najgorzej było wejść na cmentarz, chciałam wybrać najlepsze miejsce dla niej.Wykupiłam dwa miejsca na grób.Chcę,żeby Sandrusia miała więcej miejsca, trochę trawki na kwiatuszki, żeby nie była ściśnięta między grobami.Wymyśliłam, że chcę jej zamówić rzeźbę z jej postacią, tylko muszę kogoś znaleźć, żeby ją wykonał np.Sandrusię siedzącą na grobie.Ona była wyjątkowa i pomnik też będzie wyjątkowy, ja się już o to postaram.Dostałam maila od pewnej kobiety,że bardzo poruszyła ją nasza historia i chciałaby napisać książkę o matczynej miłości do córki i bohaterce-Sandrusi, zapytała,czy wyrażam zgodę. Oczywiście, że się zgadzam to będzie kolejna rzecz, którą Sandrusia po sobie zostawi.
wtorek, 19 czerwca 2012
Nasza Księżniczka odeszła
niedziela, 17 czerwca 2012
sobota, 16 czerwca 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















